TR
WARSZAWA
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
TR Warszawa
piątek, 14 grudnia 2007
Zadania inspicjenta
Do niedzieli gramy SZEWCWÓW U BRAM, jest więc okazja, żeby zamieścić dalszy ciąg opowieści Adama Marszalika, który w SZEWCACH gra Kmiecia, a od wielu lat jako inspicjent prowadzi spektakle w TR:

Zaczynałem u Kantora w teatrze Cricot 2 w 1967 roku. Pracowałem w Teatrze Lalki i Aktora „Marcinek" w Poznaniu i jako adept w Teatrze Dramatycznym w Grudziądzu, a Iza Cywińska zaangażowała mnie do Kalisza - był to bardzo dobry okres tej sceny. Pracowałem tam z pokoleniem ówczesnych „młodych zdolnych" - z Maciejem Prusem, Izabelą Cywińską, Helmutem Kajzarem, Jerzym Grzegorzewskim, Romanem Kordzińskim. Byli oni fantastycznie wykształceni, wszyscy oprócz reżyserii ukończyli inne studia, mieli też znakomite poczucie humoru. Bardzo ważnym etapem w moim życiu była też praca w zespole Janusza Wiśniewskiego. Po wielu latach spotkałem się z kolejną generacją młodych zdolnych, czyli z Grzegorzem Jarzyną, Krzysztofem Warlikowskim, Piotrem Cieplakiem, Piotrem Tomaszukiem i teraz z Janem Klatą.

Znajomość warsztatu aktorskiego bardzo pomaga w pracy inspicjenta. Ta rola nie ogranicza się tylko do sprawnego prowadzenia spektaklu - za kulisami inspicjent musi być też trochę psychologiem. Bardzo ważne jest, aby potrafił pozytywnie wpłynąć na aktorów. Aktor przeżywa każde swoje wejście i każdy spektakl. To, że samemu wchodzi się na scenę i przeżywa dokładnie te same emocje, jest doświadczeniem nie do przecenienia.

Rola inspicjenta zmieniła się. Dawniej było trudniej, ponieważ technika nie była tak zaawansowana. Trzeba było wszystko po kolei kontrolować, począwszy od tego, czy aktorzy wchodzą punktualnie na scenę i czy scena jest przygotowana do spektaklu, a skończywszy na dbaniu o to, z jakim natężeniem ma wejść dźwięk i światło - dziś robią to już komputery.

[rozmawiała Karolina Gębska] 

sobota, 17 listopada 2007
Do posłuchania
Dyskusja o SZEWCACH U BRAM na antenie radia Tok FM - do posłuchania tutaj.

I tzw. Chochoł, czyli "Working Class Hero" Johna Lennona w wykonaniu Marianne Faithfull:

 

 
A w niedzielę ostatnia w listopadzie szansa obejrzenia SZEWCÓW, kolejna okazja - dopiero 13-16 grudnia.
piątek, 16 listopada 2007
Śnię Sajetanem

O SZEWCACH U BRAM mówi Janusz Chabior grający Sajetana Tempe:

Tworząc postać Sajetana, chciałem pokazać człowieka wrażliwego na niesprawiedliwości współczesnego świata.Wypełnić go myślą tzw. nowej lewicy. Buszowałem po internecie, czytałem Kuronia, Žižka, Sloterdijka, Zychowicza. Przewodnikiem był tu Sławek Sierakowski. Tak hartował się Sajetan.

Mam swój sposób dochodzenia do postaci: czekam aż mną zawładnie i stanie się organiczna. Przynoszę trupa. Potem wykradam uczucia, zapachy i myśli. Zamykam się w swojej wieży. Podłączam instalację i czekam na burzę. I tak potwór przejmuje władzę nad doktorem Frankenstinem. Sceniczna obecność rodzi się z kręgosłupa postaci. Ostatnio już nawet śnię Sajetanem o społecznych ideach i problemach.

Uważam, że Sajetan nie przegrywa, że potrzebuje tylko czasu. Będę starał się wywołać w widzu refleksję, że żaden ład, który jest na świecie, nie jest ostateczny i nasz też taki nie będzie. Potrzebne są więc rozwiązania, które pomogą nam, gdy nadejdzie kryzys.

Prokurator też w pewnym sensie walczy o zmianę tego swiata, ale zasady tej gry i warunki, w których ma się ta zmiana odbywać są dla mnie jako Sajetana totalnie nie do przyjęcia. Nie zgadzam się na te metody, jakimi Prokurator chciałby urabiać moją przyszłość. Scurvy broniący zastałego porządku to potężny przeciwnik. Stoją za nim potwory krystalicznonarodowe i polipy liberalne, a także miliony zadowolonych z siebie cyników mówiących: "Za nic nie czuję się winny. Za nic nie ponoszę odpowiedzialności". I tak świat nam zamarza.W pozornym dostatku i szczęśliwości ludzie tracą ze sobą kontakt. Sajetan widzi prawdę ostateczną całej ludzkości. Będzie walczył. Nie pałką czy bombą. Będzie walczył o uwolnienie wyobraźni.

Janek Klata i Sławek Sierakowski mają odmienne poglądy polityczne i świetnie się dzięki temu uzupełniali w pracy nad tym spektaklem. Można by zacytować poetę: w myśli w myśli nie w nienawiści... Dzięki temu istniała równowaga i szansa na dyskusję. Sławek podrzucał nam pewne materiały - stał się moim przewodnikiem po literaturze. Na przykład mówię, że potrzebowałbym jeszcze jakiejś podbudowy, a on momentalnie daje mi linki i przesyła teksty. Gdy jest na widowni, jakoś mnie ładuje. Poza tym ważna jest także sama jego postawa, która daje nadzieję, ze kiedyś lewica będzie w tym kraju coś znaczyła.

[rozmawiała Karolina Gębska, foto Stefan Okołowicz]

czwartek, 15 listopada 2007
Wyobrażenia wizualne
O projekcjach wykorzystywanych w SZEWCACH U BRAM mówi ich twórca (i twórca kostiumów) Mirek Kaczmarek:

Projekcje w SZEWCACH U BRAM nie mają charakteru wypowiedzi artystycznej. Zostały przygotowane na użytek spektaklu i muszą precyzyjnie konstruować działania. Wszystkie wyobrażenia wizualne, które się pojawiają, są oczywistym kluczem, który łączy sytuację sceniczną z projekcjami. To, że aktorzy raz po raz reagują na to, co dzieje się na ekranach, łączy te oba światy. Materiały te są zmontowane telewizyjnie i wyglądają tak, jakby ktoś na zapleczu przełączał kanały. W estetyce tego przedstawienia nie można sobie pozwolić na wyrafinowane miksowania czy barok montażowy. Chodzi o zupełny techniczny basic.

Przy tym ograniczone możliwości techniczne sprawiły, że na poziomie montażu musieliśmy wiele czasu poświęcić, aby uzyskać obraz podzielony na szesnaście - nie robiliśmy tego przez mikser, a zmontowaliśmy właśnie na szesnaście oddzielnych ekranów.

Część materiału została specjalnie nakręcona, część dobrana, pojawiają się filmy archiwalne, jak na przykład fragment „Ja tu rządzę" z 1939 roku. Projekcje to też wizualizacje tekstu, który mówi Irina, a jednocześnie medialne wyobrażenia o Irinie. Głównie są to zamówienia reżyserskie, według których coś dodaję albo aranżuję inaczej.

[foto Stefan Okołowicz] 

środa, 14 listopada 2007
Reżyseria rzeczywistości
Tak o pracy nad SZEWCAMI mówił jeszcze przed premierą Sławomir Sierakowski, który był nie tylko współautorem tekstu, ale także pełnił funkcje dramaturga:

Tego typu praca przy spektaklu jest dla mnie nowością i jest od razu rzuceniem na głęboką wodę - to nie tylko adaptacja tekstu, ale też praca z aktorami, kiedy jako dramaturg jestem na próbach i mam tam faktycznie dużo do zrobienia. Natomiast w samym teatrze i konkretnie w TR czuję się jak w domu, z powodu dwóch lat odczytów, które tam prowadziłem, pisania programów do dwóch sztuk itd.

Nie jestem zaskoczony kształtem, który przybrał w spektaklu przygotowany przez nas tekst - przecież pracując nad adaptacją, wymyśliliśmy z Jankiem właśnie te rzeczy, które dziś obserwujemy na scenie. A tym, że Klata wspaniale wyreżyserował tę adaptację, także nie sposób być zaskoczonym. Jeśli czymś jestem zaskoczony, to tym, że można tak zbudować te postacie: w Scurvym jest dwieście procent Scurvego, a w Sajetanie dwieście procent Sajetana i to jest niesamowite.

Z Sajetanem zakochaliśmy się w sobie i koniec. Janusz od wielu miesięcy brał ode mnie książki, rozmawiał ze mną. Aż w pewnym momencie niemal zbyt dobrze znał swoją rolę, sam zaczynał właściwie pisać tekst. Okazał się tak zdolnym aktorem, zdeterminowanym do tego, by dobrze zagrać, że Sajetana trzeba było czasem wręcz blokować na scenie.

Podział między tym, co robi Janek, a co ja, jest jasny, ale często te role się splatają. Jestem odpowiedzialny za przekaz, muszę czasem zaingerować w to, jak dany aktor akcentuje, jakie emocje gra. Pilnowanie, żeby aktorzy rozumieli tekst, którym mówią, i tłumaczenie im pewnych sensów bardzo przeplata się z pracą reżyserską, więc często sobie przerywaliśmy, oczywiście zachowując autorytet i ostateczność decyzji Janka.

Wiem, że jestem dramaturgiem, nie reżyserem, więc staram się pilnować tych granic, boję się, że zbyt często je przekraczam i cieszę się, że Jankowi to nie przeszkadza, mam nadzieję, że pomaga. On też oczekuje ode mnie takiej postawy. W życiu, w swoim zespole też odgrywam rolę lidera. Właściwie jestem reżyserem w swojej rzeczywistości, więc tu też mnie trochę ciągnie w stronę kontrolowania zbyt wielu rzeczy, staram się jednak znać swoje miejsce w szeregu. Wszystko dobrze idzie, bo dobrze się znamy z Klatą i myślę, że mamy do siebie duże zaufanie.

Reżyser i dramaturg rozmawiają z Sajetanem Tempe, próba 3 listopada 2007.

[foto Albert Zawada/AG]

wtorek, 13 listopada 2007
"Szewcy" dawni i nowi
O swoim doświadczeniu aktorskim opowiada Adam Marszalik, który od wielu lat jako inspicjent prowadzi spektakle w TR, a w SZEWCACH U BRAM gra Kmiecia:

Występuję w SZEWCACH U BRAM, ale nie są to pierwsi „Szewcy", przy których pracuję. W 1971 roku w Kaliszu zagrałem u Macieja Prusa. Była to pierwsza realizacja „Szewców" po wojnie w zawodowym teatrze. Wcześniej Zygmunt Hübner w Teatrze Wybrzeże reżyserował ten dramat, ale doprowadził tylko do trzeciej próby generalnej, po której cenzura zdjęła spektakl. Przedstawienie Maćka Prusa otworzyło Kaliskie Spotkania Teatralne i wywołało niesamowite poruszenie, pamiętam, że graliśmy na brawach, a spektakl zdobył wiele nagród za reżyserię i aktorstwo.

Tamten spektakl rozgrywał się w autentycznie oddanym warsztacie szewskim. Aktorzy grający Czeladników nawet chodzili do szewców podejrzeć ich pracę i ruchy. Na scenie stała ciężarówka pełna butów, którą teatr zakupił od wojska. W trzecim akcie, gdy szewcy już obrośli w piórka, pod warsztatem szewskim leżał dywan. W pierwszych dwóch aktach grałem Dziarskiego Chłopca, a w trzecim akcie Chochoła. Rola ta, mimo, że epizodyczna, była dość ważna. Byłem ubrany w słomianą matę, a w ręku trzymałem skrzypce. Gdy Czeladnicy i Sajetan wyrzucali Kmiotów ze sceny, Chochoł w wyniku tej walki robił salto, padał na scenie i leżał tak do momentu, gdy wszyscy zaczynali tulić się do Księżnej - wtedy on też zrywał się z ziemi i w szale biegł do Iriny.

cdn.

Adam Marszalik w głębi, pierwszy od lewej.

[foto Stefan Okołowicz] 

poniedziałek, 12 listopada 2007
1. recenzja?

Znaleziona w sieci:

Nigdy nie przepadałem za Witkacym, więc na SZEWCÓW zwabiła mnie ich aktualność. I nie zawiodłem się. Klata & Sierakowski opowiedzieli w skrócie historię III RP jako IV RP i vice versa. I to jest właśnie najciekawsze, bo, jak pisał Walter Benjamin w roku 1940, Tradycja uciskanych poucza nas o tym, że "stan wyjątkowy", w którym żyjemy, jest regułą. Spójrzmy na III RP "z dołu": dla pielęgniarek, tak jak dla robotników z fabryki kabli w Ożarowie i wielu innych, policyjne metody PiS nie były żadną nowością. Raczej zastosowaniem znanych im aż za dobrze standardów rządzenia wobec grup, które do tej pory pozostawały poza ich zasięgiem. Ale spójrzmy na IV RP, epokę spełnionej postpolityki, "z boku": kiedy nie ma już miejsca na projekty zmiany świata, kiedy ideały stają się tylko opakowaniem dla politycznych ambicji, kiedy zamazują się różnice między partiami, pozostaje tylko obsadzona seksualnie walka o dominację. Ta sama bezideowość, która zgubiła III RP.

Opowieść w konwencji koszmarno-onirycznej, więc bez wyraźnej, rozpoznawalnej narracji. Każdą scenę trzeba czytać przede wszystkim jako pewną całość na jej własnych prawach. I z tych wszystkich scen najbardziej zapadła mi w pamięć ta, w której trzech robotników siedzi na kanapie w stanie przymusowej bezczynności pilnowanej przez A We Bu (Klata & Sierakowski nie pozostawiają wątpliwości co do tego, że bezrobocie jest sytuacją strukturalnej przemocy, a nie np. katastrofą naturalną czy efektem niskiego morale swoich ofiar). Więc siedzą, a z ekranu leci w kółko piosenka o zaletach pracy i o szczęściu, jakie daje niedzielny odpoczynek. Piękny tekst dla ludzi, którzy ani w kwestii pracy, ani w kwestii odpoczynku nie mają wielkiego wyboru! Piosenka przeplatana jest wygłaszanym przez prezentera tekstem (przypominającym w swej poetyce nagrane na video komunikaty terrorystów) informującym o zwinięciu socjalnej funkcji państwa i zapowiadającym oficjalny powrót do tortur, gdyby to nie wystarczyło. Aż robotnicy sami zaczynają śpiewać tę piosenkę i powtarzać ten komunikat...

W postpolitycznym, posthistorycznym świecie nie ma miejsca na radykalizm. Każdy radykalny gest lub program zostanie opakowany w formę niegroźnego postradykalizmu. Sztuka nie głosi żadnej nadziei, nie pokazuje wyjścia. Pozostawia widza w stanie głębokiego dyskomfortu.

Ten dyskomfort ma jeszcze jeden wymiar: SZEWCY U BRAM to sztuka ziejąca samczością. Heteroseksualną i homospołeczną męskością. Nie ma w niej kobiet z krwi i kości (choć jest kobieta jako postać z męskiego fantazmatu). Pod tym względem może nie najgorzej odzwierciedla postpolityczną rzeczywistość, o której opowiada. To mężczyźni stworzyli historię (nazwaną przez Marksa prehistorią gatunku ludzkiego), a teraz tworzą posthistorię. Wyszło jak wyszło. Może więc czas się trochę posunąć i ustąpić pola kobietom?

[txt Adam Ostolski]

Po premierze

sobota, 10 listopada 2007
Do czytania przed premierą

Przed premiera SZEWCÓW U BRAM wysyp wywiadów z reżyserem, m.in.:

+ w Gazecie Wyborczej:

Joanna Derkaczew: Czy ma znaczenie, u bram jakiego miasta stoją szewcy?

Jan Klata: Ten spektakl mógł powstać tylko w Warszawie. Moje poprzednie spektakle też były zawsze ściśle związane z kontekstem lokalnym. "Hamlet" był pomyślany do konkretnych warunków Stoczni Gdańskiej. "Weź, przestań" korespondowało z warszawskimi duchami. We Wrocławiu, który jest najbardziej europejskim miastem w Polsce, bez problemu można spotkać na ulicy Lafcadia z "Lochów Watykanu" Gide'a. "Transfer!" o wojennych losach przesiedlonych Niemców i Polaków także ma sens tylko tam. Ale już nie "...córka Fizdejki" z wąsatymi bojarami i neo-Krzyżakami spod znaku Unii Europejskiej wiozącymi w walizkach cywilizację, choć to tylko 80 km różnicy. Tematy i formy teatralne trzeba nieustannie dopasowywać do rzeczywistości, której dotyczą.

JD: Ale wtedy natychmiast się dezaktualizaują.

JK: Jeśli ktoś mówi pogardliwie: "Ech, to tylko taka moda, ona przeminie za rok czy dwa", to ja odpowiadam: "Oczywiście, że przeminie!". Musi przeminąć, bo zmienił się - za przeproszeniem - paradygmat. Świat wokół leci po stycznej, z nami na pokładzie, nie bardzo wiadomo, gdzie jest pilot - a to wpływa na sposób uprawiania teatru. Formy się starzeją, ale dojrzewa też wrażliwość publiczności, wzbogaca się o nowe doświadczenia. "Nowe czasy, nowe wyzwania". Nowe bon moty wchodzą do języka publicznego, ludzie wyjeżdżają do Irlandii, wracają, przyjeżdżają ludzie z Ukrainy. Dwa lata temu robiliśmy "...córkę Fizdejko", dziś robimy "Szewców", bo zupełne są problemy bezrobotnych "bojarów" z Wałbrzycha, a inne jak najbardziej robotnych "szewców" z Warszawy. W Wałbrzychu nikt nie może powiedzieć za "szewcami", że ma problem z "zasłuchaniem się w dobrobyt wewnętrzny, w ten komfort bytowania swobodnego w swej własnej psychice jak w futerale". Nikt nie czuje tam nadmiaru komfortu, łącznie z prezydentem Wałbrzycha. A w Warszawie pod tym cytatem podpisze się niemal każdy.

+ w Rzeczpospolitej:

Jacek Cieślak: Tytuł "Szewcy u bram" nawiązuje do książki Slavoja Żiżka "Rewolucja u bram" i przedrewolucyjnych pism Lenina. Chce pan z Sierakowskim pominąć doświadczenia XX w. i namówić widzów do wiary w utopię?

Jan Klata: Nie zachęcamy do zamachów terrorystycznych na banki. Nie chcemy jednak zrezygnować z wolności i myślenia. A już na pewno godzić się na rosnącą kontrolę państwa, bo jest podejrzenie ataku terrorystycznego albo innych zagrożeń.

JC: Jednak lider ataku na World Trade Center wolał zginąć w zamachu niż się pogrążać w bezsensownej konsumpcji, którą proponuje bezideowa Europa Zachodnia. Podobnie myślą inni islamscy terroryści.

JK:
Nie podoba się nam ani konsumencki onanizm, ani krwawe rewolucje. Prowadzą donikąd. To jednak nie wyklucza poszukiwań sensu życia, wiary w wartości i wielkie idee. Oczywiście, zawsze pada pytanie o program pozytywny. Obyśmy nie musieli odpowiadać w stylu Witkacego, który popełnił samobójstwo...

[...]

JC: Wykorzystaliście w spektaklu "Celę śmiechu", opowiadanie Cezarego Michalskiego o tym, że władzę przejmują koncerny rządzące światem poprzez media, pobudzające nowe potrzeby poprzez reklamy.

JK:
Można powiedzieć, że od lat 90. żyliśmy w celi śmiechu. Kto się nie zgadzał z twierdzeniem o końcu historii i mówił o problemach związanych z przeszłością i przyszłością - dostawał łatkę oszołoma. Dwa lata temu doszło do politycznej burzy, która zmieniła sytuację. Oczywiście PiS rządził nieudolnie, ale odkrył pola prawdziwych konfliktów i podziałów. Jeśli chodzi o koncerny - najbardziej obawiam się czwartej władzy, czyli mediów, które zainfekowały świat polityki. Zaczęło się od afery Rywina. Komisja dała telewizyjny show, sensowny, bo ujawniający prawdę. Ale później konferencje prasowe w Sejmie odbywały się już co pół godziny. Zastanawiałem się, kiedy politycy zaczną sobie doklejać wąsy, bo rekwizyty już pokazywali - niszczarkę czy gwóźdź do trumny. Ostatnio w odpowiedzi na sensacyjny film CBA - oglądaliśmy łzawy show posłanki, który być może przeważył o wyniku wyborów.

+ w Dzienniku:

Maja Ruszpel: Kiedy zaczynałeś pracować nad "Szewcami", rządził PIS, a ty pisałeś w "Tygodniku Powszechnym" felieton o "Gnębonie Kaczymordzie", "teflonowym preziu" (to o Kwaśniewskim) i aktualności dramatu Witkacego. Nikt wówczas nie wyobrażał sobie, że wybory w Polsce będą tak szybko, a wygra PO. Jak zmieniło się twoje myślenie o "Szewcach" przez ten czas?

Jan Klata:
Witkacy zaczynał pracę nad tym tekstem 80 lat temu, a skończył siedem lat później i też niejedno w rzeczywistości politycznej mu się zmieniło.

MR:
Ale ja pytam ciebie

JK:
To jest analogiczne. Nie ma znaczenia, kto rządzi, kto rządził przed chwilą, a kto za moment będzie rządził. Traktowanie Witkacego jak doraźnego kabaretu politycznego nikomu nie służy. Wspaniała jest w "Szewcach" ogromnie dojmująca diagnoza polskiej rzeczywistości. Podkreślam, nie rzeczywistości po 21 października 2007 roku czy 4 czerwca 1989 roku, tylko rzeczywistości polskiej jako takiej. Tego żadne wybory ani żadna rewolucja nie zmyją, ani nie oczyszczą.

MR:
Ale pisałeś w felietonie konkretnie...

JK:
Wiem, co pisałem. Ale to był felieton - to co innego niż teatr.

[...]

MR:
To czym - wracając do "Szewców" - jest współpraca ze Sławomirem Sierakowskim, który chce tworzyć w Polsce nową lewicę?

JK:
I oby jak najszybciej mu się udało, ku chwale Ojczyzny! A nasza współpraca nad "Szewcami" jest dla mnie nie do przecenienia pod względem kompozycyjnym i artystycznym. To nie ma nic wspólnego z dyktatem polityka. Mamy bardzo różne poglądy polityczne, lubimy się, ale jesteśmy z różnych światów. Sławek zrobił ze mną adaptację, wniósł swoją wiedzę na temat świata idei. Jest też jednym z pierwszych widzów, ma świeże spój rżenie, które dla mnie jako reżysera jest bardzo ważne.

A Dziennik - tekstem Sławka Sierakowskiego - właśnie rozpoczął dyskusję o TR - do czytania po premierze.

fot. Albert Zawada/AG

[foto Albert Zawada/AG]

piątek, 09 listopada 2007
Miejsce, które uwalnia świadomość

O pracy nad SZEWCAMI mówi Piotr Głowacki, który gra Prokuratora Scurvy: 

Pracując przy SZEWCACH, codziennie robiłem przegląd prasy - to pozwala dostrzec jak teraźniejszość nieustannie się zmienia i jak szybko staje się przeszłością. Dzięki temu, że pewne wydarzenia w rzeczywistości politycznej już zaszły, ten spektakl musi być o czymś więcej. Według mnie SZEWCYnie mówią o partiach politycznych, a o tym, jak człowiek istnieje wobec władzy, a zarazem jak potężną władzę mają media. W świecie polityki kamera z jednej strony wyławia, obnaża to, co jest złe, ale z drugiej strony produkuje w widzu niecierpliwość i nienasycenie - na tej niecierpliwości media zarabiają. Sprawiają, że politycy nie myślą perspektywicznie, nie przywiązują uwagi do idei, nie liczą się dla nich rzeczywiste przemiany - spełniają tylko doraźne zapotrzebowanie na chwilową obietnicę. Media zarabiając na konflikcie, szukając w polityce tego, co najgorsze, wprowadzają świat w jeszcze poważniejsze antagonizmy. Kamera telewizyjna wyszukuje przy tym w człowieku to, co negatywne.

Każdy teatr, który próbuje uwolnić człowieka z tych mechanizmów społecznych, jest skierowany przeciwko władzy, w takim sensie interesuje mnie teatr polityczny, rozumiany jako miejsce, które próbuje uwolnić świadomość.

Dlatego tak ważna była dla mnie praca z René Polleschem. Najważniejsze w RAGAZZO DELL'EUROPA było nie to, że jest to teatr polityczny czy lewicujący, ale to, że operuje pewną metodą postrzegania rzeczywistości, ma pewne narzędzia do krytycznego spojrzenia, do próby zrozumienia świata i nadania kierunku myślenia.
W „Ragazzo..." próbujemy spojrzeć na problemy, które nas otaczają, ale zarazem dać sobie samym jakąś pozytywną odpowiedź - patrząc krytycznie na to co teraz, łatwiej znaleźć pozytywne wyjście z dziś do jutra. W „Szewcach" dochodzi do krytycznej analizy współczesności, ale ta współczesność cały czas ucieka, zjadając przyszłość.

 

Piotr Głowacki i Jan Klata na próbie [foto Stefan Okołowicz] 

czwartek, 08 listopada 2007
Z nami jest ta "dziwka bosa", co świat cały zbawić miała

Suplement do notki o choreografii:

Maćko Prusak [foto Bartłomiej Sowa]

Eryk Lubos jako Dziwka Bosa [foto Stefan Okołowicz]

Jaka to będzie rewolucja?

Zapiski obserwatorki prób:

Czym będą nowi „Szewcy"? Z jednej strony można spodziewać się teatru będącego komentarzem rzeczywistości politycznej, czegoś co byłoby felietonem teatralnym, a nie klasycznym spektaklem. Takiemu odebraniu „Szewców" może sprzyjać rozpoznanie aktualnej sytuacji w postaciach i dialogach dramatu. Ale czy to rozpoznanie będzie w istocie tak oczywiste i łatwe?

Obserwując powstające przedstawienie, można zauważyć, że coraz trudniejsze staje się opowiedzenie się widza za „jedynie słuszną prawdą". Dzięki temu interpretacja sceniczna ucieka od łatwego odbicia podziałów politycznych, zaczyna natomiast ukazywać stan społecznej świadomości ostatnich lat i pewien coraz wyraźniejszy problem dezorientacji w kwestiach wartości.

Z tej perspektywy wydaje się, że antagonistyczne postacie Prokuratora i Sajetana to dwa głosy tej samej świadomości, która utknęła. Każda ze stron ma swe racje, a wybór tylko jednej okazuje się utopijny bądź zgubny. To dramatyczne starcie dwóch skrajności buduje sytuacja spowiedzi/kuszenia między Sajetanem a Prokuratorem. Szczególna intymność tej sceny stwarza wrażenie wewnętrznego zmagania, a nie pokazowej wymiany poglądów; ujawnia niepewność, niejasność, złożoność i zacieranie się granic. Ten moment spektaklu niczego nie rozwiązuje - zatrzymuje tylko na chwilę jeden obraz i pozwala na zbliżenie, zawiesza dotychczasowe reguły i wybija z rytmu prostej identyfikacji.

Uzyskujemy tym samym poszerzenie perspektywy o dylematy aktualne nie tyle politycznie, ile o wewnętrzne spory egzystencjalne. Podstawowe stają się pytania o to, czym jest wolność, czym powinna być władza, jakie znaczenie ma praca oraz przede wszystkim, co rozumiemy przez człowieczeństwo? Postacie „Szewców" szukają swojego człowieczeństwa, bronią go, porzucają je, zaprzeczają mu, uciekają przed nim, marzą o nim i próbują zrozumieć, czym ono właściwie jest.

[txt kg, foto Stefan Okołowicz]

środa, 07 listopada 2007
Te kwiaty to są żonkile

Jan Klata na próbie, w tle - Irina Zbereźnicka, czyli Ewa Kasprzyk: "Te kwiaty to są żonkile. Widzicie - o! - mają słupki i pręciki..."

Więcej zdjęć z prób wstawiliśmy właśnie do fotobloga na naszej sTRonie - i będą kolejne.

[foto Bartłomiej Sowa]

wtorek, 06 listopada 2007
Szczególny rytm Witkacego

Maćko Prusak, odpowiedzialny za choreografię SZEWCÓW U BRAM, tak opowiada o swojej pracy:

Konkretne rozwiązania choreograficzne rodzą się podczas pracy na próbach. Nie przychodzę z gotowym planem układów ruchowych do całego przedstawienia, mam pomysły na pewne elementy, a reszty szukam już w trakcie pracy z aktorami. Są oczywiście takie sceny w tekście, które od razu narzucają wyobraźni pewien obraz. W kontekście innych przedstawień, nad którymi razem pracowaliśmy, ten spektakl z perspektywy choreograficznej przypomina mi „...córkę Fizdejki". Teksty Witkacego nadają pewien szczególny rytm pracy, skłaniają do wykorzystania takich a nie innych rozwiązań formalnych.

Stosujemy na przykład kontrasty choreograficzne, wykorzystując różne techniki poruszania się. Zestawiam klasyczne elementy, takie jak figury baletowe, z rytmem bębna. Jest to zupełne zderzenie, zwłaszcza jeśli dodamy do tego tandetny, teledyskowy taniec.

Są takie momenty, gdy ruch jest bardzo wyraźną odpowiedzią na jakąś sytuację - budując dialog na poziomie niewerbalnym. Dzieje się tak na przykład w scenie wejścia Iriny i w popisach Czeladników.

Sam dramat wpływa oczywiście na fizyczność, a tym samym na poruszanie się postaci - choćby w pierwszej scenie mantry czeladników. Ich ruch jest bardzo podobny i w zasadzie nie wiadomo, na ile pracują, a na ile zagubili się w pewnym rytmie. Z mojej perspektywy budowa tej sceny to zabieg formalny, ale w kontekście tekstu ma ona bardzo duże znaczenie.

Zdjęcie z próby: Piotr Głowacki i Eryk Lubos.

[foto Stefan Okołowicz] 

poniedziałek, 05 listopada 2007
Praca w tandemie

We wtorkowej Gazecie Stołecznej wywiad z Janem Klatą, w którym mówi m.in. o współpracy ze Sławomirem Sierakowskim, współautorem adaptacji tekstu:

Praca nad adaptacją "Szewców" odbyła się w tandemie. Kapitalnie się pedałowało. Dokąd dojechaliśmy, zobaczymy po 11 listopada. Sławek spojrzał na ten tekst przez pryzmat swojej wielkiej wiedzy na temat mechanizmów społeczno-politycznych. Bardzo pomógł w wydobyciu tego, co kryje się u Witkacego między wściekle witkacowskimi frazami Witkacego.

Ta intensywność naszej współpracy przełożyła się na cięcia w tekście - fascynującym, ale kłopotliwym, nierównym, często przegadanym, a zawsze niezwykle nasyconym znaczeniowo. Samplowanie tego autora jest fascynującym, niezwykle ryzykownym przeżyciem. Podkreślam, że w TR będzie można zobaczyć "Szewców u bram" WEDŁUG Witkacego. W naszej adaptacji nie ma prawie w ogóle III aktu. Tradycja wystawiania tego utworu jest zgoła odwrotna.

[rozmawiała Dorota Wyźyńska, cały wywiad tutaj]

Przestrzeń niedokończona

Opowieści o scenografii SZEWCÓW ciąg dalszy - Justyna Łagowska:

W tym projekcie jest pewna chwilowość, możliwość rozmontowania, wstawienia czegoś innego. Jest to przestrzeń niedokończona, co nie służy tylko scharakteryzowaniu rzeczywistości, ale także wyznaczeniu emocji. Rysunkiem przewodnim tej scenografii jest siatka, krata - wiele elementów ustawionych w rytmach pionu i poziomu daje układ kratownicy. Odpowiednie oświetlenie tych konstrukcji pozwoli natomiast wydobyć z nich wrażenie zamknięcia i zniewolenia.

Przygotowując się do tej pracy szukaliśmy przestrzeni współczesnych szewców - profesji, która ma dziś podobne znaczenie, i sytuacji, w której ludzie ciężko pracują a jednocześnie mogą uzyskać świadomość swojej siły, siły rewolucyjnej. Przestrzeń, w której się znajdują musi być przestrzenią zamkniętą, ale jednocześnie powszechną, znaną z codziennego doświadczenia.

Jan Klata i Piotr Głowacki na próbie.

[foto Stefan Okołowicz]

niedziela, 04 listopada 2007
Budujemy świat

Za tydzień o tej porze będziemy już po premierze SZEWCÓW U BRAM. Zatem najwyższa pora, by SZEWCY zajęli najważniejsze miejsca na blogu.

Na początek o pracy nad spektaklem opowiada Justyna Łagowska, autorka scenografii i świateł:

Za każdym razem, gdy tworzymy nowy spektakl, budujemy świat, który chcemy opowiedzieć. Nie wszystko jest jednak ustalone od początku, często dopiero w trakcie prób aktorzy z reżyserem dochodzą do wniosku, że dodatkowe rozwiązanie scenograficzne jest potrzebne, że pomoże w pogłębieniu sytuacji scenicznej. Budujemy więc świat, a potem jeszcze w nim dłubiemy. Cały czas trzeba być czujnym i przygotowanym, na to, że w trakcie prób pojawi się jakiś moment, który trzeba podbić scenograficznie i tak do samej premiery. Podobnie jest ze światłami - nie mam od razu gotowej wizji świateł, dopiero próby dają mi możliwość poczucia temperatury poszczególnych scen.

O materii, poszczególnych składnikach scenograficznych, myśli się już na początku, dopiero później, w trakcie pracy, przychodzą kolejne pomysły. Także tu na wszystko ostatecznie wpływają relacje stworzone przez aktorów na scenie, do nich dopracowywane są szczegóły. Potem z kolei następuje zderzenie z rzeczywistością: w pracowni zastanawiam się, z czego coś może zostać zrobione, jakiego materiału użyć. Praca scenografa nie polega tylko na tym, że coś sobie wymyśli, ale musi to jeszcze urealnić, nie gubiąc jednocześnie myśli przewodniej.

cdn.

Zdjęcie z próby: Piotr Głowacki i Janusz Chabior.

[foto Stefan Okołowicz]

piątek, 26 października 2007
Majster Klata

W najnowszym numerze "Warsaw Point" ukaże się wywiad z Janem Klatą, w którym reżyser mówi m.in. o mitach związanych z antykonsumpcją i o tym, czy kultura jest towarem. Oraz oczywiście o SZEWCACH U BRAM.

Fragment wywiadu już dziś na naszej sTRonie , całość w przyszłym tygodniu, u nas i w wersji papierowej.

A już wkrótce ofensywa SZEWCÓW na blogu.

[foto Mateusz Wołoczko]

środa, 13 czerwca 2007
Komisarz krytyczno-polityczny

Zaczęły się próby do SZEWCÓW U BRAM. A w ostatnich Didaskaliach Jan Klata w rozmowie o roli dramaturga w teatrze tak mówi o pracy nad adaptacją:

Teraz opracowujemy dla TR Szewców Witkacego ze Sławomirem Sierakowskim, ale to nie jest klasyczna praca z teatralnym dramaturgiem. Sławek jest wielki, ale to dla mnie raczej komisarz krytyczno-polityczny, a nie dramaturg, który biega na próby.

poniedziałek, 11 czerwca 2007
Radykalny komunikat polityczny

Za chwilę początek prób do SZEWCÓW U BRAM, nowego spektaklu Jana Klaty. A tak o pracy nad tekstem mówi współautor adaptacji Sławomir Sierakowski:

Małgorzata Nieczyńska: Pracujesz obecnie z Janem Klatą nad Szewcami Witkacego, którzy też trafili na indeks Giertycha. Czy to nieprawomyślna rzecz?

Sławomir Sierakowski: To, że robimy tę sztukę razem, bez wątpienia jest przedsięwzięciem nieprawomyślnym Przynajmniej w realiach polskiego teatru, który ciągle - poza rosnącą na szczęście liczbą wyjątków - jest bardzo wsobny i zamknięty. A ja, mimo że już parę lat jakoś tak zaangażowany jestem w teatr, to dalej jestem "człowiekiem z zewnątrz", oskarżanym przez prawicową krytykę o upolitycznianie teatru, razem z Maćkiem Nowakiem, Romanem Pawłowskim, Pawłem Demirskim czy Grześkiem Jarzyną i Piotrkiem Gruszczyńskim, którzy wymyślili, żebyśmy zrobili Szewców w TR Warszawa. Oczywiście nikt nie wiedział wtedy, że Giertych zupełnie oszaleje, a nasza adaptacja dość głęboko przekształca pierwotny tekst właśnie po to, żeby go dobrze osadzić w dzisiejszych realiach i wydobyć dość radykalny komunikat polityczny. Nie wiem jeszcze, jak to się sprawdzi w samej realizacji, ale ponieważ nigdy wcześniej nie byłem dramaturgiem, więc oczywiście boję się, że jak coś pójdzie nie tak, to wszyscy rzucą się na mnie...

[cała rozmowa tutaj]