TR
WARSZAWA
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
TR Warszawa
piątek, 22 października 2010
Najpierw tańcz potem myśl

„Caffe Latte” zaczyna się tak: na kameralnej scenie, otoczonej z trzech stron widownią siedzi mężczyzna (Leszek Bzdyl) z książką w ręku. Czyta głośno fragmenty jednego z francuskich socjologów, dwa razy, potem przedstawia scenariusz spektaklu, który jest jedynie luźnym zarysem nadchodzących wydarzeń. Potem wszystko jest już tylko ruchem i materią.

SzaZa (Paweł Szamburski- klarnet i Patryk Zakrocki- skrzypce) gra. Muzyka to w „Caffe Latte”, obok ruchu, główny środek przekazu. Jest ekscentryczna, akustyczna i eksperymentalna. Dźwięki bywają zarówno onomatopeiczną ilustracją świata zewnętrznego (rozbijające się o brzeg fale, polujące na ryby mewy) jak i organiczną zabawą z własnym ciałem (ocieraniu głową o włączony mikrofon towarzyszy kojący szum). Muzycy bawią się brzmieniem i formą. Pomiędzy utwory wplatają swobodne dialogi, słowa, wstają, chodzą, podskakują, kontaktują się z tancerzami. Zapamiętam na długo widok uśmiechniętego Patryka Zakrockiego, ciąganego za nogi po scenie, grającego w tym samym czasie na skrzypcach.

Równolegle z muzyką dzieje się na scenie taniec. Przytoczony na początku spektaklu cytat z Becketta „Najpierw tańcz potem myśl”, w kontekście „Caffe Latte” należałoby sparafrazować „Najpierw patrz potem myśl” ponieważ jest to wizualna uczta dla oczu. Katarzyna Chmielewska i Leszek Bzdyl z Gdańskiego teatru Dada Von Bzdulow poruszają się pięknie. Ona: delikatna, kobieca, lekka, jakby efemeryczna. Jej ruchy są płynne, baletowe i niesłychanie dokładne. On zmienia się, raz jest wrażliwym baletmistrzem, raz wykonuje dynamiczny, niemal rytualny taniec plemienny ,który jest manifestacją siły, drapieżności i męskości. Najpiękniej wyglądają razem, kiedy kontakt fizyczny staje się punktem wyjściowym tanecznej interpretacji.

Zapadł mi w pamięci moment, kiedy Katarzyna Chmielewska błądziła po scenie z oczami zawiązanymi satynowa wstążką, dotykając po drodze wszystkich i wszystkiego. W poszukiwaniu oparcia, orientacji w przestrzeni. Nagle ktoś z widowni niespodziewanie „dziubnął ją” w wyciągniętą rękę. Uśmiechnęła się. „Czwarta ściana”, która w teatrze winna oddzielać świat widza od świata aktora przestała istnieć. Na szczęście, w „Cafe Latte” publiczność nie jest - jak u Grotowskiego - jedynie świadkiem zdarzenia, ale równorzędnym uczestnikiem rozmowy przy kawiarnianym stoliku. Już nawet nie w teatrze, bo Dada i Szaza ogłaszają za Witkacym (twierdzącym, że „teatr kończy się wtedy, kiedy ludzie zaczynają tańczyć dla przyjemności.”),że „Caffe Latte” teatrem nie jest.

Nie jestem pewna, gdzie przebiega granica pomiędzy teatrem i zabawą i czy ona w ogóle istnieje. „Caffe Latte” mieści się pewnie gdzieś pomiędzy tymi dwoma pojęciami, nie ma własnej definicji, jest nieokreślone podobnie jak tytułowy napój, który „nie jest ani pobudzającą kawą, ani tez zdrowym mlekiem”. Mimo braku jednoznacznych kryteriów oceny, piękne to było widowisko i warte obejrzenia

Dagna Dąbrowiecka

[foto Karolina Karwan]

"Caffè Latte" SzaZa & Teatr Dada von Bzdülöw


 

18:31, trwarszawa , Goście
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 maja 2010
Fantazy

28 kwietnia gościliśmy też FANTAZEGO z Teatru Miejskiego im. Gombrowicza w Gdyni w reżyserii Piotra Cieplaka. Spektakl-słuchowisko pokazany został w ramach projektu Instytutu Teatralnego "Słowacki. Dramaty wszystkie".

18:18, trwarszawa , Goście
Link Dodaj komentarz »